Język, który zapisuje historię. Skąd biorą się słowa, których kiedyś nie było?

Nowe słowa pojawiają się dlatego, że zmienia się świat.
Pojawiają się nowe technologie, nowe problemy społeczne, nowe sposoby komunikowania się, nowe zjawiska polityczne, nowe mody i nowe zachowania. Czasem potrzebujemy nazwy dla czegoś, czego wcześniej po prostu nie było. Czasem stare słowo zaczyna oznaczać coś nowego. A czasem jedno wydarzenie historyczne sprawia, że nazwisko konkretnej osoby staje się zwyczajnym słowem używanym przez miliony ludzi. I właśnie dlatego nauka języka obcego może być tak ciekawa.
Ucząc się angielskiego, uczymy się nie tylko języka. Trochę uczymy się też historii, kultury i sposobu, w jaki ludzie patrzą na zmieniający się świat.
Słowo, które zostało po człowieku
Zacznijmy od słowa, które prawdopodobnie znacie bardzo dobrze:
boycott: bojkotować, bojkot
Dzisiaj możemy powiedzieć:
Brzmi zupełnie zwyczajnie. Trudno podejrzewać, że boycott było kiedyś… nazwiskiem.
A konkretnie nazwiskiem Charlesa Boycotta, brytyjskiego zarządcy ziemskiego w XIX-wiecznej Irlandii. W 1880 roku jego konflikt z lokalnymi dzierżawcami doprowadził do sytuacji, w której ludzie zaczęli odmawiać współpracy z nim i unikać kontaktów z nim. Sprawa stała się na tyle głośna, że jego nazwisko zaczęło być używane jako określenie takiej formy społecznego nacisku. I tak człowiek, którego nazwisko było kiedyś po prostu nazwiskiem, został częścią języka.
Co ciekawe, boycott bardzo szybko wyszło poza angielski. Słowo zostało przejęte również przez inne języki. To świetny przykład na to, że język czasami zachowuje pamięć o wydarzeniach historycznych znacznie dłużej niż podręczniki.
A potem przyszedł…. Brexit
Niektóre nowe słowa powstają znacznie szybciej.
Weźmy Brexit. Dzisiaj nie trzeba już nikomu tłumaczyć, czego dotyczy to słowo. Oznacza wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i jest skróconą formą określenia British exit.
To ciekawy przykład tak zwanego blending, czyli połączenia fragmentów dwóch słów w jedno nowe słowo:
BRitish + EXIT = BREXIT
I mamy nowe słowo. A kiedy już się pojawiło, zaczęło żyć własnym życiem. Pojawiły się między innymi określenia hard Brexit i soft Brexit, a także Brexiteer, czyli osoba popierająca wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
Co ciekawe, ten sposób tworzenia słów zaczął być bardzo produktywny. Jeśli mamy Brexit, możemy przecież zacząć tworzyć kolejne podobne określenia. I rzeczywiście zaczęły się pojawiać.
W języku angielskim można spotkać na przykład Grexit, odnoszący się do hipotetycznego wyjścia Grecji z Unii Europejskiej.
Język zobaczył nowy model i powiedział właściwie: „O, to może się przydać”.
OK: słowo, które zaczęło się od żartu
A skoro mówimy o skrótach, nowych słowach i językowych zabawach, trudno pominąć jedno z najbardziej znanych słów na świecie:
OK.
Używamy go tak często, że prawdopodobnie rzadko zastanawiamy się, skąd właściwie się wzięło.
Proste, krótkie i wszyscy wiedzą, o co chodzi. A jednak historia tego słowa jest zaskakująco zabawna. Najlepiej udokumentowane początki OK sięgają 1839 roku i Bostonu. W tamtym czasie w amerykańskich gazetach panowała moda na tworzenie zabawnych skrótów i celowe przekręcanie pisowni słów. Trochę przypomina to współczesne internetowe skróty i zabawy językowe.
23 marca 1839 roku redaktor Boston Morning Post, Charles Gordon Greene, użył skrótu o.k. w żartobliwym tekście. Wyjaśnił go jako „oll korrect”, czyli celowo błędnie zapisane „all correct”: „wszystko w porządku”, „wszystko poprawnie”. I właśnie ten żart przetrwał. Inne podobne skróty z tamtej mody zniknęły, a OK zostało z nami na dobre.
Co ciekawe, kilka miesięcy później skrót zyskał dodatkowe skojarzenie polityczne. W czasie kampanii prezydenckiej w USA w 1840 roku zwolennicy Martina Van Burena używali OK jako hasła wyborczego, nawiązując do jego przydomka Old Kinderhook, od nazwy miejscowości Kinderhook w stanie Nowy Jork, z którą był związany. Van Buren wyborów nie wygrał. OK – jak widać – wygrało znacznie bardziej długoterminowo.
I tutaj mamy piękny przykład tego, jak język potrafi połączyć kilka zupełnie różnych rzeczy: żart prasowy, modę językową, politykę i codzienną komunikację.
Dzisiaj mało kto pamięta o Charlesie Gordonie Greene czy o kampanii Van Burena, ale miliony ludzi na świecie mówią OK.
Kiedy świat zamknął się w domu
A potem wydarzyło się coś, czego prawdopodobnie nikt z nas nie zapomni: pandemia. Nagle w codziennym języku milionów ludzi na całym świecie pojawiło się słowo: lockdown.
Samo słowo nie powstało w 2020 roku. Angielski znał je wcześniej i używał go między innymi w odniesieniu do sytuacji, w której ze względów bezpieczeństwa ludzie nie mogą swobodnie opuszczać określonego miejsca. Pandemia sprawiła jednak, że znaczenie związane z ograniczeniem przemieszczania się z powodu choroby zakaźnej stało się częścią codziennego doświadczenia ogromnej liczby osób. Nagle wszyscy wiedzieliśmy, co znaczy:
We are in lockdown. The country went into lockdown. The lockdown was lifted.
I to jest kolejna ważna rzecz dotycząca języka. Nie zawsze musi powstać zupełnie nowe słowo. Czasami istniejące słowo dostaje nowe znaczenie albo zaczyna być używane zdecydowanie częściej niż wcześniej. I właśnie dlatego nauka języka obcego może być tak ciekawa. To trochę tak, jakby język miał ogromną szafę z ubraniami i nagle odkrywał, że stara kurtka idealnie pasuje do nowej sytuacji.
A potem zaczęliśmy doomscrolling
Pandemia i rozwój mediów społecznościowych przyniosły jeszcze jedno bardzo charakterystyczne słowo:
doomscrolling
To jeden z tych wyrazów, które właściwie same tłumaczą swoje znaczenie.
doom – zagłada, katastrofa, coś bardzo złego
scrolling – przewijanie treści na ekranie
Czyli… przewijanie kolejnych złych wiadomości.
Doomscrolling oznacza spędzanie dużej ilości czasu na telefonie lub komputerze i czytanie kolejnych negatywnych wiadomości. I chyba trudno znaleźć lepszy przykład na to, jak język reaguje na współczesność. Dawniej nie potrzebowaliśmy słowa na czynność polegającą na bez końca przesuwaniu palcem po ekranie i sprawdzaniu kolejnych informacji o katastrofach, konfliktach, kryzysach i innych złych wiadomościach. Nie mieliśmy smartfonów. Nie mieliśmy mediów społecznościowych w obecnej formie. Nie mieliśmy możliwości otrzymywania praktycznie niekończącego się strumienia wiadomości przez całą dobę. Ale kiedy pojawiła się taka potrzeba komunikacyjna, język bardzo szybko znalazł rozwiązanie.
Co więcej, z jednego słowa zrobiła się cała rodzina:
I tutaj znowu widać, jak działa język. Nowe słowo nie musi zostać wymyślone przez jedną osobę siedzącą przy biurku. Czasami po prostu pojawia się potrzeba nazwania czegoś, co wszyscy zaczynamy robić.
Czy słownik tworzy język?
To dobre pytanie i odpowiedź brzmi: właściwie nie. Słownik przede wszystkim opisuje język. Oczywiście istnieją instytucje, redaktorzy i językoznawcy, którzy obserwują, jak ludzie mówią i piszą. Słowniki są regularnie aktualizowane, ponieważ język się zmienia. Ale nikt nie musi dostać pozwolenia na stworzenie nowego słowa. Jeżeli jutro grupa ludzi zacznie używać jakiegoś nowego określenia, a potem zrobią to tysiące, dziesiątki tysięcy i miliony osób, językoznawcy będą mogli po prostu zauważyć: „Wygląda na to, że mamy tutaj coś nowego”. I to właśnie jest jedna z najbardziej fascynujących rzeczy w nauce języka. Kiedy uczymy się angielskiego lub innego języka obcego, nie uczymy się czegoś zamkniętego i skończonego. Uczymy się języka, który nadal się tworzy.
Czy można przewidzieć nowe słowo?
Czasami tak, zwłaszcza jeśli dobrze znamy sposób, w jaki angielski tworzy nowe wyrazy. Angielski bardzo lubi łączyć słowa.
To właśnie dlatego znajomość słownictwa może pomagać w rozumieniu nowych wyrazów. Jeśli zobaczymy słowo, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, nie zawsze jesteśmy całkowicie bezradni. Możemy spróbować je „rozebrać”.
Na przykład:
doomscrolling
Jeśli znamy doom i scrolling, możemy przynajmniej podejrzewać, czego dotyczy nowe słowo. I to jest bardzo przydatna umiejętność na wyższym poziomie językowym: nie tylko zapamiętywanie słów, ale także rozpoznawanie sposobów, w jakie język je buduje.
Język pokazuje też, czym żyje społeczeństwo
Nowe słowa są trochę jak małe kapsuły czasu. Kiedyś pojawiały się słowa związane z wynalazkami, rewolucjami przemysłowymi czy zmianami społecznymi. Dziś ogromny wpływ na język mają internet, media społecznościowe, nowe technologie i zmiany w sposobie komunikowania się. Dlatego we współczesnym angielskim znajdziemy mnóstwo słów, których jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie potrzebowaliśmy.
selfie, podcast, livestream, influencer, cyberbullying, emoji, doomscrolling
Nie wszystkie są zupełnie nowe w sensie historycznym, ale ich współczesne znaczenie i popularność są związane z rzeczywistością, w której żyjemy. Właśnie dlatego warto zwracać uwagę nie tylko na słowa z podręcznika. Bo podręcznik może nauczyć nas:
What do you do in your free time?
Ale internet, wiadomości, filmy i rozmowy z ludźmi mogą nauczyć nas:
I spent an hour doomscrolling last night.
To drugie zdanie może być dla nas znacznie ciekawsze, bo opowiada o świecie, w którym naprawdę żyjemy.
A co będzie za dziesięć lat?
Tego nie wiemy. I to jest chyba najlepsza część całej historii. Być może pojawią się nowe zawody, nowe technologie, nowe sposoby komunikowania się. Być może sztuczna inteligencja przyniesie kolejne określenia, których dziś jeszcze nie używamy. Być może jakieś słowo, które obecnie wydaje nam się dziwne albo zabawne, za kilka lat będzie zupełnie normalnym elementem języka. A może część dzisiejszych słów po prostu zniknie, żeby na przykład pojawić się za 10-20-50 lat w nowym znaczeniu. Tak też działa język. Jedne słowa zostają z nami na setki lat. Inne pojawiają się na chwilę i znikają, kiedy znika zjawisko, które opisywały. Jeszcze inne zmieniają znaczenie tak bardzo, że po pewnym czasie trudno przypomnieć sobie, co oznaczały wcześniej. Dlatego nauka języka obcego nigdy tak naprawdę się nie kończy. I nie chodzi tutaj o to, żeby znać każde nowe słowo, które pojawi się w internecie. Chodzi raczej o ciekawość.
O to, żeby czasem zobaczyć nowe słowo i pomyśleć:
„Ciekawe. Skąd ono się wzięło?”
A potem sprawdzić. Bo właśnie w takich momentach angielski (lub każdy inny język!) przestaje być listą słówek do zapamiętania. Zaczyna być historią ludzi i świata!
Mały językowy zestaw na dziś
Na koniec zostawiamy kilka słów, które pokazują, jak bardzo język potrafi reagować na rzeczywistość:
Spróbujcie następnym razem, kiedy traficie na nieznane angielskie słowo, nie tylko sprawdzić jego polskie znaczenie. Zastanówcie się też:
Dlaczego właśnie takie słowo? Kiedy się pojawiło? Co działo się wtedy na świecie? Jakie zjawisko musiało się pojawić, żeby ludzie w ogóle potrzebowali takiego słowa?
Czasami odpowiedź prowadzi nas do bardzo ciekawej historii, a czasami do historii, która właśnie się dzieje. Właśnie dlatego nauka języka jest trochę jak podróż. Nigdy nie wiemy dokładnie, co znajdziemy za kolejnym zakrętem. Jedno jest pewne: języki żyją, ewoluują, jedne szybciej, inne wolniej. Ale zawsze Was zachęcamy: bądźcie ich ciekawi! Pozwolą Wam lepiej zrozumieć świat, zmiany i innych ludzi.





